niedziela, 24 maja 2020

Louise Candlish - Na progu zła

Powieść Lousie Candlish "Na progu zła" została wydana w kwietniu 2020 roku przez wydawnictwo MUZA.




Z okładki:

W słoneczne styczniowe popołudnie na przedmieściach Londynu pewna rodzina wprowadza się do domu, który właśnie kupiła. Niby nic nadzwyczajnego. Poza tym, że to jest twój dom. I wcale go nie sprzedawałaś.

Nagrodzone British Book Awards 2019 "Na progu zła" wciąga czytelnika w sam środek zastraszająco rzeczywistego koszmaru, w którym w jednej chwili cały na pozór dobrze znany porządek świata wali się w gruzy.
Gdy po powrocie z kilkudniowego wyjazdu Fiona Lawson zastaje obcych ludzi, którzy wprowadzają się do jej wartego miliony funtów domu, jest przekonana, że zaszło nieporozumienie. Gdzie się podziały rzeczy jej rodziny? Co z meblami i ubraniami? Nie może uwierzyć, że cały ich dobytek rozpłynął się w powietrzu. Zrozpaczona na oczach nowych właścicieli bez powodzenia próbuje dodzwonić się do męża. Wszystko wskazuje na to, że Bram, z którym Fi żyje w separacji, przepadł bez wieści, a wraz z nim zniknęli ich synowie. Usiłując zapanować nad tą niewyobrażalnie absurdalną sytuacją, Fiona stopniowo odkrywa całą prawdę.
Powieść Louise Candlish to hipnotyzujący thriller psychologiczny o ludziach ogarniętych obsesją posiadania. Recenzenci podkreślają, że jest zatrważająco realistyczna, zaskakuje i przejmuje do głębi. Wciąga bez reszty i napawa trwogą, a oryginalna forma narracji przebija wszystko.


Recenzja

Książka reklamowana jest jako thriller psychologiczny, ale jak dla mnie jest to bardziej powieść obyczajowa z elementami psychologicznymi.

Opisaną historię poznajemy z trzech punktów widzenia: podcastu dla ofiar, w którym wypowiada się Fiona Lawson, z pliku Word pisanego przez jej męża Brama jako list pożegnalny oraz narracji trzecioosobowej opowiadającej o tym co się dzieje w czasie teraźniejszym. Pod podcastem zamieszczane są komentarze dotyczące każdej części historii. One nieco mnie drażniły.

Autorka ciekawie wymyśliła fabułę i w większości ciekawie poprowadziła akcję. Początek był bardzo interesujący i wciągający. Natomiast później było kilka momentów, które bym wycięła a przez to książka nie straciła by na wartości. Momentami miałam wrażenie, że im dalej tym autorka nie miała pomysłu na opowiedzenie tej historii. Niektóre rzeczy były mocno naciągane, śmiało można było ich nie umieszczać w książce. Pierwsze 100-200 stron można by opuścić i zacząć czytać dalszą część tej powieści.

Natomiast bardzo zaciekawił mnie temat tej powieści - kradzież tożsamości i podrzeganie do przestępstwa. Nie mogłam uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Niestety dzieją się... Żyjemy w czasach, w których inni mają łatwy dostęp do naszych danych, przez co łatwo możemy stać się ofiarą przestępstwa lub przekrętu.

W powieści Lousie Candlish "Na progu zła" dobrze pokazane jest uzależnienie od strachu, którego wydaje się, że nic nie jest w stanie ujarzmić. Budowanie strachu, jak również uzależnianie się od szantażu, gróźb i grozy rozpaczy, na końcu książki uderza niesamowitą konsekwencją w działaniu. Tak jakby nagle otworzyły się nie tylko oczy, ale przede wszystkim otworzył się umysł. Zakończenie powieści mnie zaskoczyło. 

Jacy są bohaterowie powieści "Na progu zła"?

Fiona Lawson z jednej strony pokazana jest jako łatwowierna i naiwna kobieta, z drugiej strony pod koniec książki pokazuje "pazur" i potrafi zawalczyć o swój byt i życie.

Bram Lawson jawi się jako postać narcystyczna, dla której poza jego emocjami i jego dobrem nic się nie liczy. Swoimi decyzjami doprowadza do zniszczenia małżeństwa i życia swojej rodziny. Uwikłał się w spiralę kłamstw, z których sam już nie wiedział jak wybrnąć. By uniknąć odpowiedzialności karnej decyduje się zrobić to co mu każą szanatażyści. W ten sposób sprzedaje dom, w którym mieszkał z żoną i dziećmi. I nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że żona nic nie wie o tej transkcji. A ich dom tak naprawdę w ogóle nie był wystawiony na sprzedaż...

Poznając oboje głównych bohaterów stwierdziłam, że tak naprawdę nigdy do końca nie poznamy drugiego człowieka. Mówi się, że poznanie drugiego człowieka jest bardzo trudne i często dokonuje się dopiero w ekstremalnych okolicznościach. Takie powiedzenie sprawdza się tutaj znakomicie. Często okazuje się, że osoba, z którą spędzamy wiele wspólnych dni, miesięcy czy lat, którą kochamy, której ufamy i jej wierzymy, jest tak naprawdę kimś innym, nieznanym nam człowiekiem. Sama niedawno się o tym przekonałam... I do dziś bardzo mnie to boli!


Podsumowując - mimo wielu wątpliwości polecam Wam przeczytać tę książkę. Czyta się ją dobrze i w miarę szybko. Ja przeczytałam ją w dwa dni. Ma ciekawy temat i myślę, że niektórych z Was ta książka zaskoczy, a niektórzy na pewno nie będą jej fanami. Ode mnie 5+ na 10 możliwych punktów. :)

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.






sobota, 2 maja 2020

Lucinda Riley - Siostra Słońca

"Siostra Słońca" została wydana w kwietniu 2020 roku przez Wydawnictwo Albatros.





Z okładki:

Wyjątkowa opowieść – po części saga rodzinna, po części baśń – która zręcznie wciąga nas w zawikłaną historię pochodzenia siedmiu sióstr.

Mogłoby się wydawać, że Elektra D'Aplièse ma wszystko, o czym można zamarzyć. Jest olśniewająco piękną top modelką. Jest sławna na całym świecie. I bajecznie bogata…

Wszystko to jednak tylko pozory, w rzeczywistości Elektra stoi na skraju załamania. Niespodziewana śmierć adopcyjnego ojca, Pa Salta, jeszcze pogarsza jej stan. By poradzić sobie ze stratą, Elektra sięga po alkohol i narkotyki. I właśnie wtedy dostaje list od nieznajomej, która twierdzi, że jest jej… babką.

W 1939 roku Cecily Huntley-Washington przybyła z Nowego Jorku do Kenii, by leczyć złamane serce. Przebywając w towarzystwie swojej babci – członkini osławionej kompanii z Wesołej Doliny – nad brzegami jeziora Naivasha, Cecily poznała Billa Forsytha, zatwardziałego kawalera i hodowcę bydła, utrzymującego bliskie relacje z dumnym plemieniem Masajów. W obliczu nadchodzącej katastrofy, gdy wiadomo, że wojna jest już nieunikniona, Cecily decyduje się przyjąć oświadczyny Billa. Przenosi się do doliny Wanjohi, a gdy Bill wyjeżdża, zostaje całkiem sama. Do czasu, gdy w lesie nieopodal farmy znajduje… porzucone niemowlę.



Recenzja

"Siostra Słońca" Lucindy Riley to poruszająca powieść. Pokazuje jak bardzo nieszczęśliwi i zagubieni są ludzie sławni. Jak latwo wpadają w uzależnienia, nie mają na kim się oprzeć. 
W tej książce poznajemy historię jednej z siedmiu adoptownych sióstr - Elektry D'Aplièse. Każda z sióstr pochodzi z innej części świata, ma inny kolor skóry, rasę.

Elektra - sławna modelka, to tak naprawdę zagubiona, mała dziewczynka, która wpada w nałóg i sama nie potrafi się z niego wyzwolić. 
Gdy sięga dna, w końcu prosi o pomoc i otrzymuje ją. Powoli wraca do równowagi. Poznaje też swoją biologiczną babkę, swoją przeszłość, historię rodziny. To pozwala uporządkować bałagan w jej głowie.

Elektra postanawia też walczyć o lepsze jutro młodych narkomanów. To przez Vanessę, jej współlokatorkę w ośrodku odwykowym. 

Oprócz historii Elektry poznajemy też historię Cecily Huntley-Washington, która przyjeżdża do Kenii, po zerwanych zaręczynach z narzeczonym. Tu przenosimy się w czasie w lata 1938-1969. Autorka bardzo realnie oddała klimat egzotycznej Afryki, w której zaczęła się historia babki Elektry. 

Lucinda Riley świetnie opisała kolorowe krajobrazy Czarnego Lądu, niezwykłe kolory nieba i odgłosy różnorodnych zwierząt zamieszkujących ten rejon świata. 

Świetnie połączyła wątki historyczne i kulturowe z odrobiną romansu. Ta powieść to ciekawa, wciągająca podróż kulturowa, historyczna i geograficzna. 

"Siostra Słońca" ma 665 stron i czyta się ją jednym tchem. Choć przyznam, że pierwsze 100 stron można by skrócić, bo jest tam dużo narkotyków, alkoholu i seksu.

Polecam Wam przeczytać tę powieść. Dzięki niej przeniesiecie się do nieco innego świata.

To pierwsza powieść tej autorki, którą przeczytałam i już wiem, że z chęcią sięgnę po inne jej książki. Zwłaszcza za poprzednie 5 tomów serii "Siedem Sióstr".

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Halina Kowalczuk - Jarzębinowy Zagajnik

Książka została wydana w 2020 roku przez Wydawnictwo Lucky z Radomia.




Z okładki:

Ewa mieszka w starym domu w dolinie u podnóża Tatr. Gdy pewnego dnia dowiaduje się, że ktoś chce przejąć jej ziemię wraz z ukochanym Jarzębinowym Zagajnikiem, nawet nie przypuszcza, że to dopiero początek jej kłopotów… i wielkich zmian w jej życiu. Jakby tego było mało, w najmniej spodziewanych okolicznościach poznaje mężczyznę, który bardzo przypadnie jej do gustu. Wir wydarzeń sprawi jednak, że oboje będą mieli do podjęcia trudne decyzje, które zaważą na ich przyszłości… Czy ich miłość przezwycięży wszystkie przeszkody?

Recenzja

Trochę magii, cygańskich legend i opowieści, do tego góry (Tatry), walka o swoją własność dziedziczoną od wieków, do tego miłość, trochę erotyki... Tak w dużym skrócie można opisać "Jarzębinowy Zagajnik", który napisała Halina Kowalczuk.

To pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam. Pani Halina pisze ciekawie. Książka wciąga już od pierwszych stron. Jest sporo opisów przyrody (ja za nimi nie przepadam czytając książki), które pokazują uroki polskich gór, lasów.

Podobało mi się również wplatanie cygańskich legend i opowieści. To dodawało książce trochę magii. Zresztą magię było czuć nie tylko dzięki nim. Jeśli dobrze się przyjrzymy kilku postaciom przedstawionym w tej powieści, to zauważymy, że i one są "magiczne". Mam tu na myśli lisiczkę, która przychodzi do głównej bohaterki, Rókę czy Mariannę.
Ewa Gabor, główna bohaterka "Jarzębinowego Zagajnika" momentami może się wydawać nieco niedojrzała, zbyt ufna, dbająca przede wszystkim o dobro przyrody a nie swoje. Jednak czasami potrafi pokazać pazurki i walczyć o swoje, gdy już zmusi ją do tego sytuacja.

Gdy Gabor dowiaduje się, że jej ukochany Jarzębinowy Zagajnik - dom i Dolina Kotlarzy, które należą do jej rodziny od kilku pokoleń - mają zostać przejęte przez kogoś, kto twierdzi, że jest z jej rodziny i mu się ta ziemia należy, załamuje się. Tego samego dnia poznaje Rafała.

Początek ich znajomości nie jest miły. Mężczyzna podczas spaceru po lesie wyrzuca zgniecioną puszkę. Ewa, która nie toleruje tego typu zachowania próbuje go zmusić, by zabrał ze sobą swój śmieć. On jednak tego nie robi. Chwilę potem zostaje ukarany przez naturę...

Rafał wpada w sidła, które porozstawiał w lesie wójt Bystrego Potoku, w którym mieszka Ewa. Kobieta pomaga mu wydostać nogę z pułapki, zawozi go do lekarza. Później razem jadą do jej domu.


I tu lepiej poznajemy ich oboje, dzięki opowieściom o ich rodzinach, stosunku do rodziców, przeszłości. Jak łatwo się domyślić, między mini rodzi się uczucie. Ale czy będzie miało szansę się ziścić? 

Ewa nie wie, że Rafał jest synem człowieka, który chce jej odebrać dom i ziemię. Nie tylko to mężczyzna ukrywa przed nią. W Warszawie, w której żyje, mieszka i pracuje, ma narzeczoną.

Po tym jak mężczyzna wraca do siebie, Ewa i Rafał nie mogą się odnaleźć w swojej rzeczywistości, bardzo tęsknią za sobą.
W międzyczasie u każdego z nich wiele się dzieje.


Ewa omal nie ginie po tym, jak wójt popycha ją w stronę skarpy przy drodze. W ten sposób mężczyzna mści się na niej za skargę złożoną na niego na policji. A miała na niego mocny dowód... Kobietę ratuje Róka. Niezwykła kobieta, która sporo wie o Ewie i jej rodzie. Róka pokazuje się tylko Ewie, w najmniej oczekiwanych momentach.

Później następuje jeszcze kilka złych zdarzeń. Od narzeczonej Rafała dowiaduje się, że on jest w związku, że to on wraz z ojcem chce przejąć jej ziemię, i że on i Ewa są przyrodnim rodzeństwem...

Ale to nie wszystko. Będzie też wielki pożar, w którym Ewa omal nie ginie. Lecz Matka Natura nad nią czuwa...

Co jeszcze się wydarzy? Jakie tajemnice zostaną jeszcze odkryte? Tego dowiecie się, jeśli przeczytacie powieść Haliny Kowalczuk "Jarzębinowy Zagajnik".

Polecam Wam przeczytać tę książkę, jeśli chcecie się choć na chwilę oderwać od rzeczywistości, poznać trochę cygańskich legend, przenieść w polskie góry...

Dostałam ją wczoraj od Wydawnictwa Lucky i już wczoraj ją przeczytałam. Naprawdę szybko się ją czyta. 

Dziękuję Wydawnictwu Lucky za egzemplarz recenzencki.


Konie, jednorożce, zebry - zabawki i breloczki

Konie i jednorożce to zwierzęta, które bardzo lubią i dzieci i dorośli. 

Ja też jestem fanką koni, dlatego postanowiłam je zrobić na szydełku. Powstało kilka rodzajów koników - przytulanki i breloczki.

Konie zrobiłam z różnych rodzajów włóczek, m.in.: Kotek, Kocurek, Sara, La Passion Clover, Alize Baby Best Batik Design, Himalaya Everyday. W środku mają wypełnienie poliestrowe (takie jak w poduszkach) lub kulkę silikonową.


 




















Oprócz koni zrobiłam także jednorożce - jako przytulanki i breloczki. Jednorożce zrobiłam z podobnych włóczek co konie. W środku również mają wypełnienie poliestrowe (takie jak w poduszkach) lub kulkę silikonową.







Na podstawie wzoru na konia powstała zebra. Zebra dostała imię Marty. Zabawka miała ok. 30 cm wysokości. Zrobiłam ją na szydełku z włóczki akrylowej Mimoza Natura Baby. W środku ma wypełnienie poliestrowe.




Poniższą zebrę zrobiłam "na oko" z włóczki Red Heart. Ma ok 22 cm wysokości.











Żyrafy szydełkowe - giraffe

Dłuuuga żółta szyja w brązowe łatki, dłuugie nogi i spokój... Kto to taki? To żyrafa :)

Szydełkowe żyrafy zrobiłam jako breloczki i zabawki, przytulanki. Żyrafy miały ok. 10 - 25 cm wysokości. Zrobiłam je na szydełku z różnych włóczek akrylowych, m.in. Alize Sekerim, Mimoza Natura Baby, Sara. W środku mają wypełnienie poliestrowe.










Żyrafa brelok może być ozdobą kluczy, torebki czy plecaka. Ma ok. 10 cm wysokości.



wtorek, 24 marca 2020

Melanie Raabe - Cień

Powieść została wydana w lutym 2020 roku przez wydawnictwo Czarna Owca.



Z okładki:

„11 lutego zabijesz na Praterze mężczyznę o nazwisku Arthur Grimm. Z własnej woli. I nie bez powodu”. Młoda dziennikarka Norah chce zostawić za plecami dotychczasowe życie i jest świeżo po przeprowadzce z Berlina do Wiednia, gdy jakaś stara żebraczka wypluwa jej te słowa na ulicy niemal prosto w twarz. Norah jest w szoku, bo dokładnie 11 lutego wydarzyło się przed wieloma laty coś strasznego. Mimo to lekceważy słowa niezrównoważonej kobiety – to jakaś wariatka, nie ma innej możliwości. Ale krótko potem pojawia się w jej życiu tajemniczy mężczyzna o nazwisku Arthur Grimm. Kiełkuje w niej straszliwe podejrzenie: może faktycznie ma aż nadto wystarczający powód, by się mścić? Co się naprawdę wtedy wydarzyło, tej najgorszej nocy jej życia? I czy może wyrównać rachunki, nie uciekając się do morderstwa?

Hipnotyzująca atmosfera zimowego Wiednia wciąga bez reszty, sprawiając, że dźwięki i zapachy stają się namacalne, a historia, poruszająca prawdziwe życiowe tematy, przykuwa do ostatniej strony. Musimy odpowiedzieć sobie z Norah na pytanie: czy cel uzasadnia działanie?

Recenzja

„Cień” Melanie Raabe to thriller psychologiczny. Przyznam, że dawno z takim zaangażowaniem nie czytałam tego typu książki. Ta powieść bardzo mnie wciągnęła. Nie chciałam jej odkładać na później, przeczytałam ją w dwa dni. Muszę przyznać, że opis na okładce i początek powieści był bardzo interesujący. Jednak później trochę mnie ta powieść nudziła. Była trochę przegadana. Skróciłabym ją spokojnie o jakieś 100 stron. Najbardziej interesująca i wciągająca jest mniej więcej od połowy.

Główna bohaterka Norah jest dziennikarką (wykonuje ten zawód co ja, może dlatego tak przypadła mi do gustu?). Poznajemy ją w chwili, gdy przeprowadza się do Wiednia i tam rozpoczyna nową pracę. Norah często wpada w kłopoty, próbując pomóc kobietom, które doświadczyły przemocy, złamanym psychicznie czy pokrzywdzonym przez mężczyzn. Często pomaga własnym kosztem. 

Bohaterka tej powieści daje się wciągnąć w „grę” moim zdaniem chorego psychicznie artysty. Książka pokazuje jak łatwo można zmanipulować człowieka, poddać go próbie i doprowadzić do granicy wytrzymałości. Pokazuje też ciekawe spojrzenie na mechanizm wróżb i przepowiedni.


„Cień” Melanie Raabe pokazuje również, jak niektóre wydarzenia z naszej przeszłości kładą się cieniem na naszym dalszym życiu, na naszych wyborach i ciążą nam, dopóki nie stawimy im czoła.

Skłania nas również do zastanowienia się nad granicami sztuki, przede wszystkim performance'u. Jak daleko może posunąć się artysta, by móc zrealizować swoje chore wizje...

Dużym atutem tej książki jest Wiedeń. Przepiękne miasto, które miałam okazję kiedyś zwiedzić. Niepowtarzalna atmosfera miasta, wypełnione po brzegi bary, słynny Prater, ciasne uliczki. To wszystko tworzy niepowtarzalne tło tej historii.

Zakończenie tej książki bardzo mnie zaskoczyło. Przyznam, że tego się nie spodziewałam. Oczywiście nie zdradzę Wam czy Norah zabiła człowieka z przepowiedni. O tym przekonacie się sami, jeśli tylko sięgniecie po tę pozycję.


Polecam Wam ją przeczytać.


Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.





piątek, 6 marca 2020

Mario Escobar - Kołysanka z Auschwitz

"Kołysanka z Auschwitz" Mario Escobara została wydana w marcu 2019 roku przez Wydawnictwo Kobiece.



Z okładki:

Wzruszająca opowieść o wytrwałości, nadziei i sile w jednym z najbardziej przerażających okresów w historii świata

Niemcy, 1943 rok. Helene Hannemann budzi swoje dzieci, aby zaczęły szykować się do szkoły. Jej mąż Johann niedawno stracił pracę i nie ma szans na nową ze względu na swoje romskie pochodzenie. Jednak zanim rodzina Hannemann rozpocznie kolejny dzień, ich codzienność przerywają mundurowi wysłani przez SS.

Johann razem z pięciorgiem dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz, ponieważ w ich żyłach płynie romska krew. Helene jest czystej krwi Niemką i może zostać, a mimo to dobrowolnie postanawia opuścić dom razem z najbliższymi. Wszyscy trafiają do nazistowskiego obozu koncentracyjnego.

Johann zostaje oddzielony od reszty rodziny, a Helene jako wyszkolona pielęgniarka zostaje wyznaczona przez doktora Mengele do prowadzenia obozowego przedszkola. Nie ma złudzeń co do brutalnych zamiarów tego człowieka. Chce jednak dać tym małym niewinnym istotom choć cząstkę nadziei oraz poczucie normalności.

Inspirowana życiem Helene Hannemann opowieść o heroicznej kobiecie, której odwaga i miłość rozświetliły najgorsze mroki historii.


Recenzja

"Kołysanka z Auschwitz" to bardzo poruszająca książka. To historia o uporze i wierze matki, która za wszelką cenę chce ochronić swoje dzieci, zwłaszcza przed czyhającym na nie zewsząd złem. 
Opowiada o kobiecej sile, miłości i o próbie stworzenia w obozie namiastki normalnego życia. 

Po utworzeniu w Auschwitz przedszkola dla romskich dzieci, Helene Hanneman poświęca swój czas, umiejętności i zaangażowanie także dla nich, nie tylko dla swojej piątki. Dzięki temu, że w obozie działa przedszkole, dzieci mogą choć na kilka godzin zapomnieć o podłych, przerażających warunkach, w których żyją. W placówce dostają więcej jedzenia, mają zabawki, przybory do rysowania, filmy. Przeżywają dobre chwile, jak np. urodziny bliźniaków głównej bohaterki czy świąteczne jasełka. 

Część dzieci, które uczęszczały do przedszkola musiały zapłacić ogromną cenę za chwile radości. Na tych dzieciach obozowy lekarz, doktor Mendele, robił okrutne doświadczenia. Jego celem były przede wszystkim bliźniaki. 
Kiedy przeczytałam jak podczas jednego z eksperymentów zszył plecami do siebie dwoje dzieci, najpierw mnie zatkało, potem się przeraziłam, a na koniec popłakałam. Wiele razy słyszałam, że na ludziach w obozach robiono doświadczenia, ale nie podejrzewałam, że aż tak okrutne.

Drugi moment, który bardzo mnie poruszył, to opis jak stara Cyganka Anna zobaczyła wiszące na ogrodzeniu ciało swojego ostatniego, ukochanego wnuczka. Z żalu kobieta również rzuciła się na to ogrodzenie, które było pod napięciem. Zginęła na miejscu. Potem ich ciała zostały rzucone na kupę innych ciał...

Zakończenie książki, choć przewidywalne od samego początku, również bardzo mnie poruszyło.

Mario Escobar pisząc książkę o Helene Hanneman oddał jej hołd i ocalił od zapomnienia.

Polecam Wam przeczytać tę książkę. Sami przekonacie się jaka była główna bohaterka oraz jaki los ludzie zgotowali ludziom, wierząc, że ich rasa jest najważniejsza i że muszą utrzymać jej czystość.

Dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu za egzemplarz recenzencki

Wszystkie winy mojej matki - M.M. Perr

"Wszystkie winy mojej matki" M.M. Perr zostały wydane w sierpniu 2023 roku przez wydawnictwo Prozami . Z okładki: Zu, wielka krako...